wtorek, 15 sierpnia 2017

Kącik Franulki, malutkiej chłopulki.

Te dzieci co to informowałam, że mają się rodzić to już odchowałam. 
Jedno ma dwa lata i jest dość zajętym człowiekiem 



a drugie dwa miesiące i szczęśliwie łagodne usposobienie. Przedstawiam Wam Franiulkę. 




Klapnęłam więc sobie i postanowiłam tu zawitać ze zdjęciami z miejsca, w którym spędzamy sporo czasu.  
























PS.Zaczełam się nad sobą poważnie zastanawiać, kiedy zauważyłam wklejając zdjęcia, że Frania ubieram w kolory mebelków. Kącik mi się podoba, ale że takie coś. Nie jest dobrze ... ;)

Trzeba się jednak gdzieś z tego kącika ruszyć:)
Coś polecacie?





sobota, 15 kwietnia 2017

Alleluja i do przodu!




Upiekły se Mazurka i bardzo som rade. 
I tą radością chciały się podzielić. 
Wesołego Alleluja!
Cmok, cmok :):):)

Mleko słodzone, skondensowane...Omnomnommmm




środa, 15 lutego 2017

Serce i brzuch rośnie!

Dorośli, w tym ja, boją się dziewczynki, która właśnie wkroczyła do poczekalni przychodni z filetowymi ustami. 
Ospa!
Chłopiec w jej wieku podchodzi do niej i pyta:
Jadłaś flamastra?
Nie.
A co jadłaś? Długopisa?
Tak...

Nie wiem na co wygląda fałd na moim brzuchu, wyzierający zza koca, ale liczę na taką otwartość i zrozumienie jak to okazane przez chłopca fioletowej dziewczynce i uprzedzając pytania:
Nie, nie  jadłam arbuza:)

Dokładnie 4 lata temu, 15 lutego 2013 r. opublikowałyśmy pierwszy post na blogu. 
Jego bohaterem były Marczaki - małe, wełniane buciki dla zaprzyjaźnionego Bobasa, który niebawem miał przyjść na świat. 
Napisałam wtedy, że to chyba właściwy temat posta na początek. 
Pomyślałam, że równie właściwie będzie dziś podzielić się z Wami dobrą nowiną. 
Świętując urodziny bloga, czekamy na narodziny małego Frania. 
Serce i brzuch rośnie!
:)






wtorek, 14 lutego 2017

Pieróg w służbie miłości!?




Niektórzy kupują kwiaty, inni czekoladki, ona chciała podarować pieroga...
Uparła się, żeby jej taką prostą, nieotwieraną wersję uszyć i że to w służbie miłości, bo dla Ukochanego.
Niby, że za pierogami przepada! Mam nadzieję, że nie będzie kazała mu go zjeść...
:):):)
Żyjcie długo i szczęśliwie!
CMOK< CMOK












sobota, 11 lutego 2017

W temacie HYGGE




Jak się tak długo nie robi pisiu pisiu to nie wiadomo od czego zacząć, szczególnie, że z czasem zamiera w człowieku chęć dzielenia się co u Ciebie. Pogrzeb chęci dzielenia się mogłabym wyprawić wspólny również dla przekonania, że kogoś może obchodzić czym chcesz się podzielić. 
Długo tak trwałam sobie w żałobie po pożegnaniu obu tych chętek, aż tu na trasie Warszawa-Sopot, w którą zabrałam najmniejszą książkę z tych z kolejki do przeczytania - HUGGE Klucz do Szczęścia Meika Wikinga. 
Nie byłam na nią szczególnie napalona po przeczytaniu pierwszych stron jeszcze w domu. 
Oczywiste oczywistości gość powtarza na co drugiej stronie jakimś takim kalekim, na pół naukowym językiem, męcząc mnie procentami, danymi i innymi. 
Nie tego się po niej spodziewałam. 
Dobrze jednak, że jej gabaryt dał jej szansę, bo czym dalej w ląd tym przyjemniej. 
Do czytania dołączyłam odtwarzanie na YT muzyki hygge i nie wiedzieć czemu, chociaż o blogowaniu nie ma w książce mowy, myślami wciąż wracałam tu. 
Zapewne dlatego, że dla nas blogowanie to spotkania choćby w swoim małym "autorskim" gronie, jako, że już to dłubiemy i piszemy we trzy, a HYGGE to m.in szczęśliwi razem jak można w tej małej książeczce wyczytać. 
Poza tym jak same jesteśmy wirtualnie aktywne to też więcej czasu spędzamy u Was, w sensie goszcząc się w Waszych małych blogowych światach, w progach, których lubimy się gościć. 
A takie goszczenie się i dzielenie się tym kto co ma i co potrafi, też podobno jest bardzo HYGGE.
I tak wraz z dobijaniem pendolino do brzegu, napawając się widokiem morza za oknem, postanowiłam się podzielić również swoją zajawką na tworzenie swojego otoczenia, przyjemnym, czystym i funkcjonalnym.
W tym miejscu trzeba by wspomnieć o jeszcze jednej popularnej ostatnio lekturze czyli Magii sprzątania i drugiej jej części, której tytułu nigdy nie zapamiętam, ale wiadomo o co chodzi.  
Proces porządkowania swojej przestrzeni i praca nad tym, żeby otaczać się, rzeczami, które sprawiają mi radość, bo o to głównie autorce obu książek chodzi, trwa u mnie już jakiś czas. Wywaliłam nieskończoną ilość worów niepotrzebnych ubrań, rozdałam drobne nie cieszące mnie rzeczy, stałam się handlarą mebli i elementów wyposażenia wnętrz i nie tylko na OLX.
I po mału, z pasją wszystko wymieniam.
Oczywiście trwa to długo, czego dowodem jest post, który napisałam we wrześniu tamtego roku, ten o meblośmieciach: KLIK, w którym prosiłam o pomoc w wyborze lampy nad stół. 
I ta nadeszła w bardzo konkretnej formie, bo lampę dostałam, w zamian za zrobienie zdjęć innych ich lamp, od Nicole, która pracuje w firmie Britop, która ją stworzyła. 
I tak Herbert zawisł nam nad głowami. 
Na początku szczerze mówiąc nie byłam z niego zadowolona, bo choć za dnia bardzo mi pasuje, to nie dawało mi radości wieczorne wypalanie mi oczu ostrym światłem, w którym siedząc nie czujesz się za dobrze, bo też nie za dobrze wyglądasz. 
Problem jednak się rozwiązał po znalezieniu żarówki o odpowiedniej "temperaturze".
Wcześniej wisiała w tym miejscu IKEA KROBY, w porównaniu z którą Herbert jest mniej nachalny wizualnie i fizycznie, bo od Kroby dostałam kilka razy pałąkiem w łeb, szczególnie jak zmieniłam już stół z prostokątnego na okrągły, a lampy jeszcze nie...  

Pociąg dojeżdża już do stacji Sopot, więc nie mam już czasu na pisiu, pisiu a i Wam pewnie odechciewa się czytu, czytu, więc napiszę jeszcze tylko, że jestem bardzo rada, że podzieliłam się tymi tytułami, bo to szczęście kiedy w domu wszystko ma swoje miejsce, bałagan jak się zrobi, a wiadomo, że się zrobi to dużo szybciej jesteś w stanie skasować, panujesz nad otoczeniem, które w dodatku cieszy Twoje oko, jest przytulnie i HYGGE. Szczególnie kiedy w tym domu masz małego bobasa i spędzasz raczej więcej niż mniej czasu. 

Korzystając z tego, że dom i bobasa chwilowo opuściłam idę powdychać mniejszy smog niż w Warszawie i zjeść na śniadanie śledzia po kaszubsku w Barze Przystań w ich pawilonie na samej plaży, gapiąc się na spienione morze. 
Polecam. Do następnego. Pa.